Strona główna Parafia To Pan Bóg dodawał siły i radość z tego, co robiłem…
To Pan Bóg dodawał siły i radość z tego, co robiłem…
o. Cyprian Zdzisław Świerczyński OCist21 grudnia 1960 r. o. Cyprian Świerczyński OCist przyjął sakrament święceń kapłańskich. 9 stycznia w niedzielę o godz. 11:00 odprawił swoją Mszę św. jubileuszową z okazji 60.-lecia życia w klasztorze w Zakonie Cysterskim, 50.-lecia święceń kapłańskich, 20.-lecia pracy na stanowisku proboszcza w Mogile. W uroczystości wzięli udział m.in. nasi parafianie, rodzina i przyjaciele Jubilata oraz zaproszeni księża. Nie zabrakło dobrych życzeń i wzruszeń. W czasie Mszy św. został odczytany list gratulacyjny ks. kard. Stanisława Dziwisza. Poniżej zamieszczamy wywiad z o. Cyprianem Świerczyńskim OCist (przeprowadzony w grudniu 2010 r., opublikowany w: „Mogilski Krzyż. Gazeta parafii św. Bartłomieja Ap.” 1(134)/2010, s. 3, 9, 14, 15, 23, rozmowę przeprowadził o. Krzysztof Jankosz OCist).
Przypominamy, że od lipca 2011 r. funkcję proboszcza parafii mogilskiej objął o. Wincenty Zakrzewski OCist.
 
 
Rozpocznę od podstawowego pytania: Jak rodziło się Ojca powołanie do służby Bożej w życiu zakonnym i kapłaństwie?

W domu było nas siedmioro: pięciu chłopaków i dwie dziewczyny. Urodziłem się jako drugi – pragnieniem ojca było, żeby urodziła się dziewczynka, ale stało się inaczej i ojciec powiedział, że skoro urodził się chłopak, to zamiast siedzieć na gospodarstwie, musi iść do szkoły. Już we wczesnych latach dziecięcych, kiedy chodziliśmy do kościoła lub gdy służyłem do mszy, mamusia podpowiadała mi: „Synu, może zostałbyś księdzem?”. Wtedy nie miałem do tego głowy, ale gdzieś ta myśl we mnie kiełkowała, a modlitwa mamusi w pewien sposób „dopingowała” Pana Boga, by ta łaska w jakiś sposób we mnie zadziałała.
Ważnym wydarzeniem było moje regularne uczestnictwo z rodzicami w odpuście ku czci bł. Wincentego Kadłubka i św. Bernarda (urodziłem się 20 sierpnia) w klasztorze cystersów w Jędrzejowie. Tam poznałem o. Gerarda (proboszcza w Mogile, który wówczas pracował w Jędrzejowie), który żartobliwie mówił: „No, Świerczyński, pewnie wstąpisz do cystersów?”. Nie wiedziałem wtedy, co to cystersi – zacząłem czytać książki o cystersach i tak rodziła się moja ciekawość i powołanie.
Kiedy kończyłem siódmą klasę, byłem zdecydowany, że pójdę do małego seminarium. Proboszcz proponował mi seminarium diecezjalne (kieleckie; pochodzę z Wygnanowa), ale równocześnie otrzymałem zawiadomienie z klasztoru w Mogile o utworzeniu Kolegium św. Bernarda z propozycją wstąpienia do tegoż Kolegium. Z pomocą tatusia załatwiałem papiery i otrzymałem informacje od o. Andrzeja Kolasy o egzaminach w Mogile.
Pierwsze spotkanie z klasztorem było dość trudne – pamiętam, że wprowadzono mnie na krużganki, które wówczas były jedną, wielką ruiną; dodatkowo egzamin przypadł na dzień pogrzebu ks. kard. Sapiehy – czułem wówczas, że chyba na dłużej tu się nie zatrzymam. Po egzaminach (na egzaminie z jęz. polskiego opisałem moją I Komunię św., matematykę zdawałem u o. Jacka Stożka, ale najlepiej wypadłem z historii) i po ogłoszeniu wyników zostałem przyjęty (miałem wówczas 14 lat).
 
Jakie były Ojca początki nauki w klasztorze i pierwsze kroki w życiu zakonnym, w tych trudnych czasach?
 
 Na zdjęciu: 14-letni Zdzisław Świerczyński (pierwszy po lewej)Radość była wielka, gdyż lubię życie w grupie – naukę rozpoczęło nas ponad dwudziestu. Tu w Mogile coraz bardziej rodziło się moje powołanie. Po ósmej klasie, gdy po wakacjach wróciłem we wrześniu, okazało się, że rozwiązano Kolegium. Prefekt powiedział, że możemy kontynuować naukę w Mogile, ale odbywało się to w tajemnicy przed władzami państwowymi. Żeby nas „zamaskować”, ubrano nas w habity nowicjackie; tak skończyłem dziewiątą i dziesiątą klasę. Następnie złożyłem śluby zakonne. Maturę zdawałem wewnętrzną, w klasztorze (11 klasa). W czasie odwilży między państwem a Kościołem miałem możliwość zdawania matury państwowej. Natomiast jako kleryk rozpocząłem wewnętrzne studia filozoficzno-teologiczne.
 
Oprócz obowiązków klasztornych, studiów i pomocy w katechizowaniu, klasztor przygotowywał wówczas różne przedstawienia o treści religijnej, w których Ojciec rozwijał talent aktorski…
 
Była to wielka pasja o. Andrzeja Kolasy, a później o. Augustyna Ciesielskiego. Od samego początku brałem udział we wszystkich przedstawieniach. Oceniono, że mogę grać role niewiast, stąd najczęściej obsadzano mnie w roli aniołów, Matki Bożej czy Marii Magdaleny… Były to czasy, kiedy starsze dziewczyny nie mogły brać czynnego udziału w przedstawieniach, tylko sami klerycy; dopiero za o. Augustyna dziewczynki mogły grać role aniołów…
 
Czy w trakcie jasełek, Ojciec (jako Matka Boża) miał jakieś kwestie do wypowiedzenia, czy tylko bawił Dzieciątko?!
 
Starano się, żebym mówił jak najmniej, ale pamiętam mały epizod, kiedy karmiąc Dzieciątko zachęcałem Je słowami: „Pij, maleńki, pij”, przez co później inni klerycy śmiali się i żartowali ze mnie…!
 
Obecnie Ojciec świętuje 50-lecie święceń kapłańskich. Jakie były Ojca pierwsze zadania kapłańskie?
 
Jako kleryk po 4. roku studiów rozpocząłem katechizację – pomagałem o. Kazimierzowi Szafrańcowi w Szkole Podstawowej nr 84. Po święceniach, które otrzymałem 21 grudnia 1960 r. z rąk ks. bp. Juliana Groblickiego u dominikanów w Krakowie, kontynuowałem to zajęcie. Było mnóstwo pracy, ale Pan Bóg dodawał siły i radość z tego, co robiłem, przez co udawało mi się połączyć katechizację z innymi obowiązkami klasztornymi i kapłańskimi.
Poza katechizacją lubiłem pracę rekolekcyjną szczególnie w duecie z o. Hugonem Leszczyńskim, który był dla mnie wzorcem, jak przeprowadzać rekolekcje i misje. Po 6 latach katechizacji o. przeor Jacek Stożek zaproponował mi studium z zakresu kierownictwa duchowego w Warszawie. Mimo pewnych oporów podjąłem naukę, ale w połowie I roku (za namową o. Korneliusza Jackiewicza) zdecydowałem się podjąć studia na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie z psychologii. W czasie studiów prowadziłem letnie i zimowe wakacje dla studentów z tej uczelni.
Po obronie pracy magisterskiej wróciłem na chwilę do Mogiły, ale po propozycji mojego promotora rozpocząłem studia doktoranckie. Po roku o. opat Bogumił Salwiński zakomunikował mi, że mogę kontynuować studia, ale w Krakowie, gdyż w Mogile jest bardzo wiele pracy. Kiedy zmarł nagle o. Piotr Opoka oraz uległ wypadkowi o. Hieronim Pasternak, zabrakło katechety; zrezygnowałem ze studiów doktoranckich i podjąłem katechizację w Szkole Podstawowej nr 83 aż do 1979 r. Równocześnie prowadziłem z s. józefitką świetlicę dla młodzieży nieprzystosowanej społecznie.
 
Święcenia kapłańskie o. Cypriana9 czerwca 1979 r. do Mogiły przybył papież Jan Paweł II. Ojciec spotkał się z Ojcem Świętym, ale również przyszedł z pomocą ks. Dziwiszowi…
 
Księdza Stanisława Dziwisza, kapelana Ojca Świętego, znałem dużo wcześniej chociażby z wizytacji parafii w Mogile, i polubiliśmy się. Tego pamiętnego dnia ks. Dziwisz przyszedł do mnie i mówi: „Cyprian, jestem bardzo zmęczony, daj mi kącik, żebym odpoczął”. Mówię mu: „Jak to, księże Stanisławie, twój szef jest tak bardzo zmęczony, a nie idzie odpocząć, a ty?”. Tak użyczyłem mu swój pokój na odpoczynek…
 
Jak wyglądała dalsze lata Ojca posługi kapłańskiej i jak Ojciec wspomina pracę w parafii na Szklanych Domach?
 
Kiedy dostałem pozwolenie na trzymiesięczny pobyt w USA, zatrzymałem się w polskiej parafii. Tak się złożyło, że ciężko zachorował wikary tej parafii i tamtejszy proboszcz prosił mnie, abym został i pomógł mu. Dostałem pozwolenie od przełożonych w Mogile na mój pobyt w Stanach, który trwał do 1981 r.
Po moim przyjeździe, kiedy rozpoczęła się budowa klasztoru na os. Szklane Domy, o. opat wyznaczył mnie do grupy zakonników, która miała tam posługiwać. Bardzo się tym ucieszyłem, gdyż w pierwszych latach kapłaństwa duszpasterzowałem przede wszystkim dla tamtych osiedli (os. Szkole, Słoneczne, Stalowe, Centrum A i Hutnicze). Byłem odpowiedzialny za katechezę szkół podstawowych, a o. Norbert Paciora za młodzież. Bardzo mile wspominam tamten okres.
 
W końcu otrzymał Ojciec nominację na proboszcza…
 
W 1991 r. zmarł o opat Bogumił. Pierwszą decyzją następcy opata, o. Jacka, była moja nominacja na proboszcza w Mogile. Byłem tym zaszokowany – nigdy o tym nie myślałem, wręcz trzykrotnie prosiłem o. Jacka, by zmienił decyzję, ale ponieważ był to góral, wiedziałem, że z nim nie wygram. W ten sposób zastąpiłem o. Bolesława Kozyrę, który objął parafię w Trybszu. Powoli wchodziłem w zakres obowiązków proboszczowskich. Zamiłowanie do katechizacji pozostało, dlatego jako proboszcz podjąłem się tego zadania w Szkole Życia (ul. Ptaszyckiego), a następnie w Szkole Muzycznej im. M. Karłowicza. Bardzo „zakochałem się” w tej szkole, z czego zrodziła się chęć założenia chóru parafialnego.
Nie obyło się bez pierwszych problemów. Kiedy nagle odszedł organista (a zbliżały się rekolekcje wielkopostne i wizytacja kanoniczna parafii przez biskupa), rozpocząłem poszukiwania nowego. Będąc jeszcze na Szklanych Domach poznałem Stanisława Kowalczyka, amatora-organistę. Tej samej nocy pojechałem do jego domu rodzinnego do Mszany: udało się ściągnąć go do parafii i namówić na pracę w Mogile. Zdopingowałem go, żeby skończył studia organistowskie i akademię muzyczną. Dzięki dobrej współpracy z organistą i wielkiemu wysiłkowi udało się założyć chór parafialny.
Od samego początku zdawałem sobie sprawę z ogromu zadań, jakie czekają przede mną – być wikariuszem a proboszczem to nie to samo. Największą moją pomocą był Pan Jezus Mogilski, którego często nawiedzałem w tamtym czasie, prosiłem o pomoc i otrzymywałem wiele łask, które pomagały przezwyciężyć trudności.
O. Cyprian z młodzieżąGłówną moją troską oprócz duszpasterstwa wokół trzech „filarów” – ołtarz, ambona i konfesjonał – rozpocząłem organizację duszpasterstwa małych grup. Bardzo wiele pomogli mi w tym tutejsi Ojcowie – miałem bardzo dobrych współpracowników, z których byłem zadowolony, zwłaszcza z młodszej generacji. Ogromnie pomogli mi także bracia zakonni i klerycy.
Pewną trudnością w nawiązaniu kontaktu z tutejszymi parafianami była ich słaba znajomość, gdyż (jak mówiłem) moja praca głównie miała miejsce na osiedlach centralnych. Dotychczas pracowałem na os. Ogrodowym, a inne osiedla dopiero poznawałem. W tej współpracy pomogło mi przeobrażenie rady parafialnej w Akcję Katolicką.
 
Co, na przestrzeni 20 lat Ojca posługi jako proboszcza mogilskiego było największym sukcesem, a co nie do końca się udało zrealizować albo co pozostaje jeszcze w Ojca planach?
 
Teraz nie mam wielkich planów z powodu niedalekiej perspektywy odejścia. Zawsze chciałem, aby wszystkie grupy duszpasterskie miały swych opiekunów. Moją szczególną troską było duszpasterstwo dzieci, młodzieży i ministrantów. Chciałem też przyciągnąć tych, którzy nie angażują się w żadną grupę dziecięco-młodzieżową, dlatego założyłem parafialny klub sportowy „Bartosz” (sekcja kolarska, piłkarska, siatkówka). Moim marzeniem (które się spełniło) było założenie czasopisma parafialnego „Mogilski Krzyż” dzięki współpracy Akcji Katolickiej. Przy parafii działają: Oaza, Kółko Misyjne, Honorowa Straż Serca Jezusowego, Żywy Różaniec, duszpasterstwo niepełnosprawnych, duszpasterstwo nauczycieli,  Biblioteka parafialna, punkt charytatywny, widzimy czasami zaangażowanie harcerzy, organizowane są letnie kolonie dla dzieci oraz parafiada itd.
Trudniejszymi momentami proboszczowania był czas Jubileuszu Roku 2000 i peregrynacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w parafii i dekanacie. Wiem, że można jeszcze wiele zrobić, ale w pewnym wieku brakuje już sił i inicjatywy.
 
Ojciec czuwa nad całą parafią, podejmuje obowiązki kapłańskie i zakonne, obowiązki wicedziekana dekanatu mogilskiego. Kiedy Ojciec znajduje czas dla siebie? Co Ojciec lubi robić w wolej chwili?
 
Gdy dobrze się zorganizuje pracę, to znajdzie się czas na odpoczynek. Moją pasją, która dawała mi satysfakcję i odprężenie w natłoku pracy, była gra w tenisa i jazda na rowerze...